Pytania i odpowiedzi na tematy podstawowe dla początkujących...

1. # O powołaniu wróżbiarskim.
2. # O sile własnej talii tarota.
3. # O strachu przed tarotem.
4. # Rozterki tarocisty.

O powołaniu wróżbiarskim

Pytająca: Mam pytanie co do tarota. Czy zupełny laik może się nim zająć?

Odpowiedź: Każdy jest laikiem zanim się czymś zajmie na serio. Starczy ciekawość, chęć i upór potem.

Pytająca: Interesowałam się już kiedyś tarotem... ale nie zgłębiałam tej wiedzy sądząc, że trzeba mieć do tego jakieś specjalne predyspozycje... Czuję, że nad kartami tarota trzeba panować, bo inaczej one zapanują nade mną... Może to taki irracjonalny lęk.

Odpowiedź: Co do tarota tak - rzeczywiście trzeba nad nim "zapanować", ponieważ inaczej zaczynają się manifestować nasze zabobonne lęki związane z Niewidzialnym. Jedyną drogą jest - przemedytowanie każdej karty z osobna i po kolei (czyli przez 78 dni) i zmierzenie sie z energiami, które one symbolizują. Inaczej wikłasz się w domniemaniach i domysłach na temat ich prawdziwego znaczenia.

Pytająca: Chodziło mi raczej o coś w rodzaju "powołania" do zajmowania sie daną dziedziną. Czy sama ciekawość to już wszystko?

Odpowiedź:Oczywiście, jest rodzaj powołania, jak do wszystkiego. Ale o tym, czy masz je akurat właśnie ty, musisz sama się przekonać w praktyce. Mogłoby świadczyć o nim już samo zainteresowanie, ale musi to jeszcze zostać poparte chęcią włożenia pracy i czasu w przyswojenie sobie bardzo rozległej wiedzy duchowej. Samo nauczenie się na pamięć znaczenia kart bowiem - w ogóle nie wystarcza.

Pytająca: Słyszałam, że karty powinno się najlepiej zrobić samemu, czy to prawda?

Odpowiedź: Podobno. W praktyce wystarczy, że trafisz na swoją talię i dobrze ją przepracujesz (tj. złapiesz z nią mentalne powiązanie). Z biegiem czasu można narysować własną talię i z nią pracować. Własnoręczne malowanie kart uruchamia ich moc, którą niektórzy odczuwają jako magiczną. Jest to jednak sposób na złapanie bezpośredniego kontaktu z własną intuicją i nieświadomością.

Pytająca: Fakt, komercja, to jest kupienie w sklepie jakoś mi się nie kojarzy odpowiednio...

Odpowiedź: Sklep jest jednak odpowiednio bezosobowy. I od czegoś trzeba zacząć.

Pytająca: A jeśli chodzi o interpretację. Jak się jej "nauczyć"?

Odpowiedź: Przerabiając karty w medytacji, z podręcznika i porównując potem symbole z kart z rzeczywistymi wydarzeniami...

Pytająca: Czy można samemu sobie stawiać karty?

Odpowiedź: Tak. Na początku to bardzo pouczające. I potem też. Zanim uruchomi się w odczytującym karty bezpośredni wgląd w rzeczywistość.

Pytająca: Czy Ty sama wierzysz bezkrytycznie w to, co pokażą karty?

Odpowiedź: Mam sporą dozę sceptycyzmu w stosunku do swojej interpretacji (tylko czasem czuję niezbitą pewność), ale karty rzeczywiście nigdy się nie mylą... Myli się co najwyżej wróżący, w odczycie i to zawsze trzeba mieć na względzie. Nigdy zatem za mało krytyczności wobec samego siebie!


Pytająca: Czy często uciekasz się do samych kart?

Odpowiedź: Teraz właściwie wcale. Lubię żyć na fali wydarzeń i opierać się na bezpośrednim rozróżnieniu. Ale czasem sobie do nich zasiadam, to jest naprawdę przyjemne! (a czasem zwyczajnie uspokajające) i rozmyślam nad sobą i swoim życiem. To jak rozmowa z najbliższym przyjacielem, który jeszcze na dokładkę potrafi czasem dobrze radzić...

Pytająca: Czy one Ci pomagają w życiu codziennym?

Odpowiedź: To nie tak do końca. Pomaga sama świadomość zanurzenia w pewnej ustalonej odgórnie linii wydarzeń i zaufanie do Prowadzącego. Fakt, że można sobie pogadać i uszczknąć choć odrobinę z Wysokiej Wiedzy - nastraja mnie optymistycznie. Na tyle już przepracowałam podstawy życia, że nie boję się większości sytuacji, których boją się na ogół "przeciętni śmiertelnicy", którzy stosują w życiu taktykę strusia ("lepiej nie wiedzieć"...). Poza tym tarot w moich rękach w ogóle nie straszy (może dlatego, że się go nie boję), jest mądrym, prawdomównym doradcą, tak go nazwę.

Pytająca: Czy się ich radzisz, a potem korzystasz z "sugestii"?

Odpowiedź: Radzę się, a potem zapominam o jakichkolwiek sugestiach... i robię wszystko spontanicznie. Gdy się sprawdza rozumiem sytuację głębiej, niż gdybym sobie w nią nie zajrzała zawczasu, o tak to powiem.

w górę^

O sile własnej talii tarota

Pytająca: Niestety, nie mogę sama zaprojektować swojej talii kart, choć wiem, że taka byłaby najlepsza, bo zupełnie nie mam plastycznych zdolności...

Odpowiedź: Legenda o konieczności zrobienia własnej talii wzięła się stąd, że dawniej wróżbici sami przerysowywali kanoniczny wzór np. Tarota Marsylskiego i tym sposobem posługiwali się "własnymi kartami". Myślę, że to dobry pomysł, aby przemedytować powoli i w skupieniu każdą kartę w każdym szczególe i ten proces był właśnie Medytacją i Impregnacją. Własna talia - w sensie - narysowania swojej wersji - to ostatnio już prawdziwa perwersja, oraz zwyczajnie sztuka, czyli wariacje na temat. Zadanie dla artystów przeważnie, a nie tarocistów. Ale to jest moje zdanie. Sama ustal własne.

Co innego: własnoręczne namalowanie talii Tarota Marsylskiego... Zjawiska, które potrafią się wtedy wyzwalać prawdopodobnie zauważyli pracownicy drobnych zakładów rzemieślniczych, w których produkowano dawniej karty do taroka, odciskając wzór ze stępla i malując go potem farbą... To kontakt z mocą, którą wielu do tej pory uważa za magiczną i nieczystą. Jeśli chcesz się o tym przekonać, sama spróbuj i zobacz... Ciekawe jak zareagujesz? Może się wystraszysz i spalisz karty na stosie? A może poddasz się Procesowi i dasz się rzeczywiście przemienić? To twoja wola...

Pytająca: Piszesz, że w pracy z ludźmi kierujesz się głównie intelektem.

Odpowiedź: Może to za dużo powiedziane. Niemniej muszę przejść fazę intelektualnego oglądu i zrozumieć wszystkie zależności, aby uruchomić wyobraźnię i przeczucia. Rozmowa z "klientem" ma swoje fazy ewolucji. Trochę trwa zanim nawiążę kontakt, ale i swoistą współpracę wyobraźni. Gdy najpierw przedstawiam znaczenie karty, klient zaczyna pracować swoją wyobraźnią, rzucać własne skojarzenia i właściwie proces "wróżenia" przypomina psychoterapię, albo wizytę u psychoanalityka, z całkiem sporym wglądem w przyszłość swojej postawy obecnej.

Pytająca: Nie boję się tarota, JUŻ nie boję. Zanim się za niego wzięłam bałam się tego, co o nim mówili, że może być niebezpieczny.

Odpowiedź: Niebezpieczeństwo, jeśli się pojawia (a niestety, zawsze w końcu pojawia się), bierze się z nas, z naszych podświadomych błędnych (a może prawdziwych?) przekonań o świecie, dobru i źle. Tarot to wydobywa na jaw, konfrontuje nas z tym i prostuje (a może skrzywia?) nasze myślenie. Ma w tym wielka moc (myślę, że podobnie jak medytowanie tanek buddyjskich i jidamów) i trzeba przejść w którymś momencie próbę wiary w dobroć i czystość tych kart. A ponieważ nie jest to "zwykła" moc, prędzej będę przestrzegać przed używaniem tarota, niż go zalecać tym, którzy mogą okazać się za słabi, lękliwi, poddający się systemom wiary bez własnego rozróżnienia, na ślepo. Tarot ślepych po prostu nie lubi.

Pytająca: Dziś wiem, że trzeba traktować go poważnie, z szacunkiem, ale też, że trzeba mieć wewnętrzną siłę, żeby sprostać jego potężnej wibracji. Dla mnie tarot nie może być narzędziem do zarabiania (choć wcale nie krytykuję takiej formy zarobkowania przez innych).

Odpowiedź: Acha. Niemniej zauważam właśnie u siebie coś takiego, jak fakt oddziaływania tarota na moje życie. On mnie chroni, gdy zaczynam o nim rozmyślać. Nagle zjawia sie klient i reperuje moją kieszeń, a ja mu rzeczywiście pomagam wtedy. Gonienie za klientelą i pieniędzmi zamyka tarota i przestajemy być jego uczniami. A jego nie da się uczynić swoim narzędziem pracy. To my jesteśmy w jego rękach! (Dopóki nie przejmiemy kontroli, ale to wiedza dla bardzo zaawansowanych...).

Pytająca: Tarot dla mnie to moja droga połączenia z Najwyższym, tak jak mówisz o Tarocie Marsylijskim. Hmm... jakoś tak bym to powiedziała.

Odpowiedź: Fajnie, rozumiemy się zatem.

w górę^

O strachu przed tarotem

Pytająca: Od paru lat fascynuje mnie tarot i związane z nim przepowiednie! Choć nie umiem się tymi kartami posługiwać, to zawsze one mnie ciągną i czuję do nich wielki szacunek, lęk? Sama nie wiem! Ostatnio słyszałam, że  to są karty szatana, a tego się wystrzegam! I teraz stoję między młotem, a kowadłem. Nie zaglądałam do nich z 5 miesięcy, ale mam je i trzymam, i nie wiem co o tym wszystkim myśleć! Może Ty potrafisz mi pomóc?

Odpowiedź: Tarot jest rzeczywiście bardzo fascynujący i ma multum powiązań z różnymi dziedzinami chrześcijańskiej i europejskiej kultury duchowej i świeckiej. Ikony z Tarota Marsylskiego np. mają swoje powiązania z commedią dell`arte, czyli ze średniowiecznym teatrem. Sam system jest oparty o numerologię i bardzo głęboką wiedzę starożytnych na ten temat. Można w nim odkryć wiele dziedzin wiedzy duchowej i psychologicznej, i po prostu zadziwić się.

Należy jednak pamiętać, że nie powstał on jako wyrocznia sensu stricte, a funkcje wróżbiarskie przypisano mu później. Początkowo służył jako gra karciana, tarok, i z tego warto sobie zdawać sprawę, podchodząc na początku do tych kart. 

Jeśli gra to wiąże się z nią rozrywka i śmiech, a nie lęk i straszenie. 
Niemniej niewinna rozrywka przeradza się czasem w rozwiązłość i dlatego wiąże się ją również z grzechami, spelunkami, jarmarcznymi zabawami, podejrzanym towarzystwem, które raczej omija kościół, niż do niego chodzi... Stąd zapewne wzięły się stwierdzenia o diabelskim pochodzeniu tarota.
Inną sprawą jest w niej istnienie straszących kart, takich jak Śmierć, czy Diabeł właśnie... Wielu ludzi boi się ich zabobonnie, jak zresztą i poza światem kart ucieka od wszystkiego co tylko przypomina im pogrzeb, albo znane skądinąd piekielne, ogoniaste zwierzę kopytne...
A przecież są to zjawiska znane każdemu w życiu. O ile można nie spotkać samego diabła, to zazwyczaj nikogo nie omijają pokusy skłamania, ominięcia prawa w jakiś sposób, związania się "na kocią łapę", zdrady itd. itp. (a o tym właśnie mówi karta Diabeł).

Wspominasz, że fascynują cię przepowiednie... i tu jest zdaje się pies pogrzebany.

Widzisz, właściwie wszystkie wielkie religie mają w swoich księgach i naukach mniej lub bardziej surowe zakazy wróżenia i wywoływania duchów. Począwszy od żydowskiej Tory po kościół katolicki. Zakaz, płynący z troski wyraża się jednak w ślepo okrutnym straszeniu innych karą za grzechy i szatanem. To rodzi irracjonalny strach w ludziach "ostrzeżonych" w ten sposób i nierzadko rzeczywiście, gdy stykają się z zakazaną dziedziną ich lęk przywołuje ciemne, straszące ich nocami energie, potwierdzające jakoby ostrzeżenia. Wtedy zakazujący mogą mówić z satysfakcją: "A nie mówiłem? Po co się za to brałeś?! Twoja wina!" i nie zdają sobie sprawy, że wina tak naprawdę ich także dotyczy...
Zakaz wróżenia ma wielki i ważny związek z rozwojem duchowym. Jeśli ktoś opiera się na wróżbie, a nie na wierze, oddaniu i zaufaniu do Boga - gubi do Niego drogę. To druga przyczyna niechętnego, a właściwie potępiającego stanowiska kościoła wobec tarota, jak i wszystkich innych technik dywinacyjnych (astrologia, spirytyzm). I z tym np. ja się w pełni zgadzam. Widziałam ludzi uzależnionych od wróżb i wiem, że biblijne wskazówki są w tej mierze słuszne i prawdziwe.

To należy pamiętać i zawsze mieć na uwadze, zwracając się mimo wszystko w potrzebie i rozterce do kogoś, lub czegoś po konkretną radę na przyszłość... Nie warto uzależniać się od takich zewnętrznych wyroków, a niedoświadczonym ludziom bardzo łatwo to zrobić. Wpadają oni w zależność od wróżbitów, swoich własnych lęków o przyszłość, sami boją się jednego kroku zrobić bez porady kart, czy horoskopu... Od tego uciekaj, bo w tym jest rzeczywiście machlojka niskich energii, próbujących odciągnąć ludzi od głębokiego wtajemniczenia, drzemiącego w tych kartach.
Podstawowa sprawa: tarot (jak i inne techniki) służą do lepszego zrozumienia siebie, swojego zadania na Ziemi i uczy wychwytywać głos Boga w sobie, we własnym sercu.

Czemu tarociści nie wróżą sobie? 
Ponieważ karty to jedynie narzędzie do uruchomienia ich własnych zdolności umysłu, oni dostają rady bezpośrednio od swojej duszy i tego się słuchają. Słyszą je, ponieważ stałe obcowanie z nimi i medytowanie nad kartami i obrazami archetypowymi, które one zawierają uwrażliwiło ich na ten cichutki, wewnętrzny głos własnej intuicji.

W Biblii Bóg kontaktuje się z wybranymi przez siebie osobami we śnie, w stanie transu i bezpośredniej wizji, a nie za pomocą kart, czy gwiazd. Z tym jednak zawsze polemizowano, ponieważ jednocześnie przez wiele set lat wykształceni duchowni uczyli się również "wróżyć" z gwiazd, jak np. Kopernik, który był także astrologiem. 
Wiedza o przyszłości jest możliwa, miał ją Jezus, mieli prorocy i niektórzy wielcy święci, miał Nostradamus. Jej źródłem jednak nie były żadne techniki, a ich własny kontakt z Bogiem i powołanie do tego. Trzeba jednak zauważyć, że często zanim ten Boży głos usłyszeli w sobie studiowali jakąś dziedzinę wiedzy ezoterycznej, wtajemniczającej, np. kabałę, astrologię, rozumienie ukrytych symboli Pisma, czy właśnie tarot.

Bardzo ważne jak się przyjmuje przepowiednię.
Nie polecam chodzenia do wróżek, chyba że ma się niezakłócony niczym dystans i krytyczność. Można bowiem przejąć zabobonne widzenie rzeczywistości, które miewa co najmniej połowa wróżących. Wtedy tak, taka wizyta może coś naświetlić, ale często się zdarza, że sam wróżący krążył jedynie wokół rozwiązania, opowiadając o kartach, a więc mylił się w swoim ostatecznym wniosku. Jednak dla jego klienta ważne okaże się kilka pobocznych zdań, czy sugestii, które potem wyjaśni mu ostatecznie rzeczywistość. 

Jeśli karty budzą twój lęk masz dwa wyjścia. Jeśli lęk ma źródła zabobonne ("nie rozumiem dlaczego jest w tym diabeł, ale na pewno jest, bo inni tak mówią...") i wzrasta, gdy rozkładasz karty - porzuć karty. 
Jeśli mimo to fascynują cię i chcesz poznać prawdę - zajmij się pogłębieniem swojej wiedzy teoretycznej o samej historii tarota, jego grafice, symbolice, ludziach, którzy się nim fascynowali. Nie dotykając kart. Uruchom krytyczne i filozoficzne myślenie, obserwuj siebie i własne reakcje. W końcu dojdziesz do jakiegoś racjonalnego i słusznego wniosku.

Sama uważam, że strach ma nie tylko wielkie oczy, ale i wielkie rogi, dlatego warto się z nim mierzyć. Jednak dla kogoś może to oznaczać całkiem inny wybór.

Mam nadzieję, że cokolwiek ci ten mój wywód wyjaśnił...

Rozterki tarocisty

Pytający: Obecnie mam zamiar nadal zajmować się tymi kartami - ale jest jedno "ale". Czasami nachodzą mnie watpliwości do tego. Jedna kwestia, która mi nie daje spokoju to sprawy religii, a wróżb. Napawa mnie to lękiem, bo jak Pani wie Pismo święte wyraża się z dużą dozą krytycyzmu o ludziach zajmujących się wróżbiarstwem. Sam się boję czy powinienem to robić, czy aby kiedyś, gdy stanę już przed Bogiem nie odrzucił mnie za grzech i nie skazał na wieczne potepienie...

Odpowiedź: Przyznaję, że w tej sprawie warto mieć jasny pogląd, ponieważ w każdą wątpliwość potrafią niekiedy wedrzeć się negatywne energie i zamącić obraz, a nawet podsuwać emocje, które stają się przyczyną lęków, koszmarów i kryzysów. Ludzie, którzy ich nie mają - albo nie myślą w ogóle, lub robią to niesamodzielnie, albo mają prowadzącego ich mistrza, któremu zawierzyli się całkowicie i on odpiera takie ataki. Faktem jest także, że katolikom jest trudniej przebrnąć przez ten problem, niż osobom z innych religii, albo bezwyznaniowcom. To kwestia wpojonego im przez wychowanie strachu przed potępieniem. Zdaje się, manifestujesz go nawet wbrew swojemu własnemu zdrowemu rozsądkowi i dlatego musisz poważnie liczyć się z tym, że nie przezwyciężyłeś wszystkiego, związanego z wtajemniczeniem poprzez tarota i depresje, o których mówiłeś mogą się jeszcze manifestować.
Być może próbujesz znaleźć osobę, która wyjaśniłaby ci wszystko tak, iż zawierzyłbyś jej swoje wątpliwości i w ten sposób znalazłbyś bezpieczny spokój i błogosławieństwo na drogę. Obawiam się nawet, że chciałbyś mnie zobaczyć w tej roli. Dlatego od razu może wspomnę, że nie twierdzę, iż wiem wszystko o tarocie, a to co o nim już
wiem wcale nie upoważnia mnie do brania na siebie cudzych lęków i ewentualnych skutków takiego zawierzenia. Mogę ci jedynie powiedzieć od siebie: trzeba podjąć jasną decyzję i trzymać się jej konsekwentnie, w końcu
kiedyś wychodzi się na prostą. Niezależnie jaka by ona nie była. Za, czy przeciw. Lewo, czy prawo. Aby wyjść z Labiryntu (a tarot jest tak naprawdę grą labiryntową) trzeba wybrać sobie jedną ścianę i trzymając się jej bez
przerwy znaleźć drogę do wyjścia, przechodząc wszystkie meandry i zakręty. Inaczej - zmieniąc ręce i kierunki - można tylko pobłądzić. Przeciwności są przecież biegunami Pełni i nigdy się od nich nie ucieknie. Dla jednych
jednak celem jest wyjście z Labiryntu w ogóle (to ci najodważniejsi i najbardziej szaleni), a dla innych podjęcie decyzji, w lewo czy prawo, za czy przeciw. Musisz wiedzieć, że są wykształceni ludzie, którzy całymi latami pracowali z tarotem i nagle podczas załamania decydowali się porzucić tę drogę, nawracając się na religię. Odnaleźli w ten sposób spokój i myślę, że to jest słuszne. Bo uczciwe.
Moim zdaniem powinieneś dążyć do przezwyciężenia w sobie obrazu karzącego Boga, a w to miejsce wstawić przebaczającą energię Jezusa. Zawierzyć mu ufnie swoje zainteresowania i dać się mu prowadzić w drodze tarotowej. To najlepsze dla ciebie lekarstwo także na stany lękowe. Jeśli jednak nie potrafisz sam sobie z nimi radzić, jakoś niezbyt to wszystko widzę w słodkich barwach. Musisz bowiem liczyć się z ich atakami i ćwiczyć się w ich odpieraniu, nie masz innego wyjścia... Tarot jest drogą dla bardzo silnych wewnętrznie ludzi.
Nie wiem jakich kart używasz, ale jeśli marsylskich, to masz szansę (ale tylko szansę!) być prowadzonym przez Chrystusa, który będzie ci dawał rady poprzez karty. Być może nie jest to Jezus ściśle katolicki, ale ezoteryczny, mistyczny, alchemiczny, gnostycki, masoński, heretycki, czy z legendy o świętym Graalu, dlatego być może
zapragniesz poznać tę wiedzę o nim zgromadzoną przez wieki np. w apokryfach, przypowieściach,
podaniach i legendach różnych krajów.
Pamiętaj także o podstawowej zasadzie przekazanej przez Jezusa: miłość bliźniego przede wszystkim. Nie straszyć, a wspierać, ukazywać ludziom mądrość wyroczni, a nie jej demoniczne oblicze (które manifestuje się wtedy, gdy wróżący niewłaściwie i nie do końca przemedytował karty Śmierć, Księżyc, Diabeł i Wisielec a tym samym sam boi się tych symboli i zjawisk na jawie, w swoim życiu). Sam spróbuj stwierdzić, czy nie masz z nimi problemu, tj. z kwestią właściwego rozumienia śmierci, zawieszenia, wyobcowania, choroby, pokuszenia, mijania się z prawem i pragnieniem zysku za wszelką cenę.
No, a zakazy biblijne są do obejścia żydowskim sposobem. Nie wróż samemu sobie, a jeśli wróżysz nie staraj się ślepo wierzyć kartom, lecz pozostawiaj luz sobie i Bogu. Jeśli wróżysz ludziom traktuj to jak ich rozmowę z Bogiem,
poprzez twoje umiejętności. Nie bądź kategoryczny i oceniający, podsuwaj ludziom różne sugestie i dbaj o to, aby nie pozostawić w nich strachu. Nie wróż także takim, którzy bez wróżby kroku nie potrafią zrobić w życiu, są dziecinnie ciekawscy i usłyszenie wyroczni nie jest im do niczego potrzebne, albo wróżą sobie na innych ludzi, tj. pragną nimi manipulować, lub są podejrzliwi. Tu trzeba dbać o czystość intencji i w takim przypadku odmówić
konsultacji.
Pomyśl o tym, że starożytni Żydzi - mimo zakazów Pisma - korzystali z wyroczni urim i turim podczas obrzędów w świątyni, w sprawach państwowych, a także całe grupy proroków zajmowały się wpadaniem w trans i przepowiadaniem w imię Boże. Ważne jest, aby traktować tarota jako narzędzie własnego kontaktu z Bogiem, nauczyciela wprowadzającego w tajemnice Boga i ludzi, sposób na poszerzenie wglądu paranormalnego, a nie jakąś nieokreśloną bliżej "gadającą istotę", gdyż wtedy mogą włączać się w przekaz demony i upadłe duchy. Przeanalizuj postacie proroka Balaama, kapłanów faraona, a potem chaldejskich astrologów z Księgi Daniela i postać Mojżesza i Aarona oraz Daniela. Może sam dojdziesz do jeszcze jakichś wniosków.

Tyle mojej rady, która płynie z osobistego doświadczenia. Nie opieraj się na moim przekonaniu, że tarot "nie szkodzi", bo potrafi szkodzić i wcale nie jest bezpieczną zabawką. Trudno mi powiedzieć co możesz spotkać na swojej drodze w tym Labiryncie. To są sprawy indywidualne, w każdym razie tarot wywala wszystkie zabobonne przekonania i rodzi lęki przed siłami, o których czasem wiemy jedynie z podań, albo nawet wcale nam się nie śniło. Jedynym ratunkiem w takim przypadku jest zawierzenie siebie miłości przebaczającego Boga, która zdolna jest ochronić w największym niebezpieczeństwie. Strach jest objawem znanym każdemu, kto nie dotarł jeszcze do wszystkich odpowiedzi, których poszukuje w swoim życiu. A decyzja co do dalszego używania kart w praktyce należy tylko do ciebie. I nie może być inaczej.
Pozdrawiam serdecznie i życzę mądrego wyboru, jakikolwiek by nie był!


Ewa Seydlitz

O grze w taroka>>
Labirynt, mity wprowadzające w tajemnicę tarota>>